Duszpasterstwo Trzeźwości Archidiecezji Gdańskiej

Z ks. prałatem dr Bogusławem Głodowskim (Ks) rozmawia Joanna Winiarska (A);
fragmenty książki: „Rozwiążcie GO i pozwólcie MU chodzić”.

A.: W latach 80. XX wieku zainicjował ksiądz powstanie na terenie Gdańska Maksymiliańskiego Ruchu Trzeźwości, na wzór dawnych Bractw Trzeźwości, oraz powstanie pierwszych grup samopomocowych AA, Al -Anon. Jak to się stało, że zaczął ksiądz pracować z alkoholikami, ich rodzinami i innymi ludźmi w kryzysowych sytuacjach?

Ks.: Kapłaństwo to wielka przygoda z Bogiem, to przestrzeń, którą od początku trzeba odkrywać. To szukanie odpowiedzi na pytanie: Czego chce ode mnie Bóg? Co będę robił, komu pomagał? Na świat patrzyłem zawsze praktycznie, aby być blisko ludzi. Zbieg okoliczności czy świadoma decyzja? Ktoś z góry rozdał karty, a więc praca z ludźmi uzależnionymi. Jeśli mam to robić – pomyślałem – sam muszę być abstynentem. Jestem nim od 1980 roku, moje przyjęcie prymicyjne również było bezalkoholowe. W tym czasie znalazłem w pismach bp. Konstantego Dominika, sufragana chełmińskiego, takie zdanie: „Aby zapalać innych, trzeba samemu płonąć”. Tą ideą żył również bł. Wincenty Frelichowski, dzisiejszy patron harcerzy. Odkryłem także, że troska o trzeźwość leżała na sercu wielu biskupom i duszpasterzom poprzednich wieków. Szczególnie w okresie zaborów moi poprzednicy tworzyli Bractwa Trzeźwości, które pomagały zahamować politykę zaborców zmierzającą do rozpijania i wyniszczania narodu polskiego. Maksymiliański Ruch Trzeźwości został reaktywowany po latach komunizmu dnia 19 września 1982 roku na Jasnej Górze. Odbyło się to w trakcie Pierwszej Pielgrzymki Trzeźwości. Uczestniczyłem w tym wydarzeniu jako diakon. Wcześniej, w seminarium, założyłem Koło Trzeźwości, którego celem była modlitwa o trzeźwość narodu polskiego, organizowanie katechez w parafiach i samokształcenie na temat uzależnień. Studia teologiczne zakończyłem święceniami kapłańskimi 23 stycznia 1983 roku oraz obroną pracy magisterskiej napisanej na Papieskim Instytucie Teologicznym w Poznaniu pt.: „Wychowanie dziecka do trzeźwości w rodzinie”. W pierwszej parafii, poza normalną pracą duszpasterską, katechetyczną – a miałem w tym czasie (1983–1989) każdego roku około 1200 uczniów – wykorzystywałem doświadczenia z Oazy i harcerstwa w założonej przeze mnie Wspólnocie Brata Alberta. W roku 1984 zostałem Duszpasterzem Trzeźwości w diecezji gdańskiej, a przede mną był nim ks. dr Jerzy Kownacki. Od połowy lat 80. XX wieku do dzisiaj jestem członkiem Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Miasta Gdańska (wcześniej na tym polu, w epoce głębokiego socjalizmu, działał Społeczny Komitet Przeciwalkoholowy). W latach 1983–1988 zaczęły powstawać też, niezależne od struktur kościelnych, grupy samopomocowe AA, Al-Anon, pracujące według programu Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików. Razem z wieloma ludźmi – pierwszymi członkami wspólnot – Sławkiem, Hubertem, Janką, Basią, Kazikiem, Adamem, Gienkiem i profesjonalistami, jak lek. med. Grażyna Rymaszewska (psychiatra), szukaliśmy skutecznej formy pomocy ludziom w odbudowie fizycznej, moralnej, naprawy relacji w rodzinach. Nieocenione było doświadczenie, jakim dzielił się ze mną pan ordynator Zbigniew Bystrzanowski, lekarz specjalista z zakresu psychiatrii, na zamkniętym oddziale 19c szpitala na Srebrzysku. Pomoc na płaszczyźnie religijnej opierała się w dużej mierze na zasadach wprowadzanych przez ks. Franciszka Blachnickiego – o Krucjatę Wyzwolenia Człowieka oraz idei bł. ks. Wincentego Frelichowskiego. Były to zdrowe zasady formowania człowieka „do tańca i do różańca”. Realizowaliśmy je podczas wspólnych wyjazdów na letnie, dwutygodniowe wakacje pod namiotami, które spędzaliśmy między innymi na pracy z Pismem Świętym.  Wyjazdy, które trwają do dziś, rozpoczęły się w 1983 roku, najpierw dzięki gościnności gospodarzy w Węsiorach (gmina Sulęczyno) pp. Lehmann: Stefanii i Edwina, Urszuli i Andrzeja i obecnie Tereni i Andrzeja. Uczestniczyło w nich rokrocznie od 30 do 50 osób. W tym czasie odwiedzali nas wielokrotnie pasterze diecezji gdańskiej: bp Tadeusz Gocłowski, bp Zygmunt Pawłowicz, bp Ryszard Kasyna, bp Wiesław Szlachetka, bp Zbigniew Zieliński. Zimą, w okresie ferii, jeździliśmy na zimowisko do Sulęczyna, do moich rodziców: Jadwigi i Franciszka. Trwało to ponad 30 lat, za każdym razem było tam ok. 30 dzieci. Nasi sąsiedzi także udzielali gościny (pp. Bożena i Jan Burandt, pp. Maria i Brunon Wolscy, pp. Edmund, Helena i Bożena Stencel, pp. Maria i Roman Kazimierowscy, pp. Maria i Wacław Gruchała) i angażowali się w organizację tego wypoczynku, a miejscowe dzieci wspólnie z nami brały udział we mszach świętych, dyskotekach, zabawach na śniegu.

A.: Powiedział ksiądz o ważnym dla siebie zdaniu bp Dominika: „Aby zapalać innych, trzeba samemu płonąć”. Skąd brał ksiądz „paliwo” do tej pracy?

Ks.: Ja także jako kapłan, oprócz codziennej modlitwy za ludzi, z którymi pracuję, muszę się ciągle uczyć, szukać wiedzy fachowej. To mnogość ludzkich problemów, nowych zagrożeń w dziedzinie uzależnień wymusza bycie na bieżąco w tym temacie.. Ukończyłem wiele certyfikowanych szkoleń i kursów duszpasterskich przygotowujących mnie do pracy z ludźmi potrzebującymi pomocy do wyjścia z uzależnień.

A.: Zwykle mówi się po prostu: ksiądz Bogdan. Jednak przed księdza pełnym imieniem i nazwiskiem widnieją także inne tytuły. Co ksiądz może o tym powiedzieć?

Ks.: Wielką radością było dla mnie to, że Ojciec Święty Benedykt XVI dnia 5 grudnia 2005 roku zamianował mnie Prałatem Papieskim. Ks. Abp Tadeusz Gocłowski podkreślił w swoim piśmie motywy tej nominacji, pisząc najpierw: „o podjęciu wysiłków duszpasterskich w stosunku do Policji Państwowej, dziękując za trud organizacyjny w budowie kościoła i parafii św. Rafała Kalinowskiego w Gdańsku Złotej Karczmie, jak i za ofiarne wysiłki dotyczące troski o ludzi dotkniętych chorobą alkoholową, a także z wdzięcznością myślę o duszpasterskiej animacji środowisk kaszubskich”. W 2013 roku na Uniwersytecie Gdańskim obroniłem pracę doktorską pt.: „Rozwój bractw trzeźwości w XIX i XX wieku w diecezji chełmińskiej”. Natomiast prezydent RP Lech Kaczyński na mocy postanowienia z dnia 1 sierpnia 2008 roku odznaczył mnie Brązowym Krzyżem Zasługi za działalność społeczną i charytatywną.

A.: Czym dla księdza są te wyrazy uznania, nagrody i różne odznaczenia?

Ks.: Tytuł magistra, doktora – wymagały ode mnie wysiłku, pracy. Jest to też pewna nobilitacja. Odznaczenia – także. Ale to może mieć każdy. Dla mnie najważniejsze są te dwie literki: Ks – znak mojego powołania.

A.: Obecnie w archidiecezji jest już dwóch odpowiedzialnych za duszpasterstwo trzeźwości.

Ks.: Dnia 21 grudnia 2012 roku ks. abp Metropolita Gdański Sławoj Leszek Głódź zamianował mnie Archidiecezjalnym Duszpasterzem Osób Uzależnionych od Alkoholu i Używek, natomiast ks. mgr Karol Wnuk został nowym Duszpasterzem Trzeźwości Archidiecezji Gdańskiej. W archidiecezji jest wielu kapłanów abstynentów, dających świadectwo i wsparcie swoim wiernym, formalnie jednak, z powodu wciąż rosnącej ilości obowiązków duszpasterskich, konieczne stało się podzielenie zadań.

A.: Duża ilość zadań wynika z tego, że posiada ksiądz jeszcze przynajmniej dwie inne pasje życiowe i duszpasterskie. Jak ksiądz to odkrywał? Czy to też część przygody z Bogiem, na jaką zdecydował się ksiądz, wstępując do seminarium?

Ks.: One tak jakby wynikały same z siebie. Chronologicznie najpierw pojawiły się działania nad wprowadzeniem języka kaszubskiego do liturgii kościoła, bo jestem Kaszubą od urodzenia. W trakcie studiów spotkałem ks. prał. Franciszka Gruczę, proboszcza z Sopotu nazywanego „Królem Kaszubów”. Pomagałem mu między innymi w przygotowaniu uroczystości 700. rocznicy podpisania układu w Kępnie (1982 rok), gdzie mszę św. w Katedrze Oliwskiej odprawiał ks bp Lech Kaczmarek – ordynariusz gdański. Dzięki ks. prałatowi oraz jemu podobnym księżom, którzy rozumieli język kaszubski i bez kompleksów wprowadzali go do liturgii, ja również pokochałem mowę mojego serca – tradycje, twórczość – co zaowocowało potem w mojej pracy kapłańskiej jako duszpasterza posługującego ludziom w języku kaszubskim. W 1987 roku założyłem w parafii przymorskiej wspólnotę Kaszubów i przyjaciół Kaszub, których spotkania trwają do dzisiaj. Drugie pole to duszpasterstwo trzeźwości i pomoc ludziom uzależnionym. Trzecie – praca z policjantami i budowanie duszpasterstwa posługującego im i ich rodzinom. To zupełnie nowe doświadczenie duszpasterskie możliwe stało się w Polsce dopiero po roku 1989 – roku systemowych przemian, upadku komunizmu. Od roku 1990 byłem proboszczem parafii w Złotej Karczmie i Kapelanem Policji Województwa Pomorskiego. 20 maja tego roku dokonano poświęcenia pierwszej w III Rzeczypospolitej Kaplicy Policyjnej pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski na terenie OP KWP w Gdańsku-Złotej Karczmie. Aktu poświęcenia dokonał bp Tadeusz Gocłowski. W czerwcu wspomnianego roku zostałem skierowany do pracy w duszpasterstwie posługującym policjantom i jako proboszcz rozpocząłem budowę parafialnego kościoła, który został konsekrowany w 2015 roku.

A.: Wracając do ludzi w kryzysach: skąd oni wiedzieli, że mogą przyjść, zapytać; że jest w parafii ktoś, kto wie, jak im pomóc?

Ks.: Głównie z wielu spotkań i rozmów. Ludzie dzielili się swoimi problemami w czasie spowiedzi, w trakcie wizyt duszpasterskich i innych okazji. Wiedziałem, że nie wolno bać się ludzi, ich spraw i problemów! Ludzie to wyczuwają. Najczęściej potrzebują po prostu wysłuchania. Kapłan nie może bać się ludzi! Ma dawać nadzieję! Ma być człowiekiem nadziei. Ma być ojcem, który towarzyszy im w drodze życia. Po powstaniu Wspólnoty Brata Alberta, a potem Maksymiliańskiego Ruchu Trzeźwości mogłem zaprosić ich na spotkania. Tam, przy herbacie, była okazja, aby poznać się bliżej, usłyszeć, jak inni dzielą się swoją historią i jak radzą sobie z kłopotami i odzyskują nadzieję na lepsze, zdrowsze życie. Dzisiaj jestem pewny, że kiedy pomogę jednemu człowiekowi, on pomoże następnym i w ten sposób rusza krąg wzajemnej, bratniej pomocy. Tak samo jest w rodzinie. Jeśli choćby jedna osoba wychodzi po pomoc, sytuacja w domu także się zmienia. W początkach mojej drogi jako kapłana odwiedzałem też „meliny pijackie”, spotykałem się z tymi, którzy od rana stali w bramach w stanie po spożyciu alkoholu. Miałem kontakt z żebrzącymi na „borygo”, światkiem przestępczym, kieszonkowcami, byłymi więźniami. W części terapeutycznej, jak i w „akwarium” szpitala na Srebrzysku, widziałem, jak wygląda detoks. Odwiedzałem tam moich pacjentów, rozmawiałem, spowiadałem. Część z nich korzystała z okazji, by podjąć trud zmiany swojego życia na dobre, trzeźwe. To dało mi też wielkie doświadczenie, jak mądrze pomagać! Jak mądrze kochać! Jak mądrze rozmawiać i budować relacje!

A.: Co jest podstawą dla działania ruchów trzeźwościowych ze strony nauczania Kościoła?

Ks.: Cele i zadania Maksymiliańskiego Ruchu Trzeźwości zostały zawarte w Wytycznych Episkopatu Polski dla Kościelnej Działalności Trzeźwościowej z dnia 16.06.1959 (znowelizowane 1.06.1971). Główne hasło brzmi: „Przez dobrowolną, całkowitą abstynencję wielu do trzeźwości stanowej i zawodowej wszystkich”. MRT opierając się na chrześcijańskich zasadach i obyczajach, ma przede wszystkim promować szeroko rozumianą trzeźwość i abstynencję od alkoholu, aktywnie przeciwstawiając się alkoholizmowi, pijaństwu i innym uzależnieniom. Jest to także jedno z zadań z Jasnogórskich Ślubów Narodu. Śluby te zostały uroczyście złożone na Jasnej Górze 26.08.1956. Odczytał je ks. bp Michał Klepacz, gdyż ks. prymas Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, był wówczas uwięziony przez komunistów w Komańczy. Myślę, że dzisiaj, w roku planowanej beatyfikacji Kardynała Stefana Wyszyńskiego, warto to sobie przypominać. Wcześniej, w okresie II RP, wielkim wysiłkiem i troską o trzeźwość narodu wykazał się prymas Polski kardynał August Hlond. Prymas Tysiąclecia był jego godnym spadkobiercą. Charakteryzowała go zawsze świadomość narodowa, wiara, zdrowy patriotyzm i troska o rodzinę, które wpłynęły na odważne pasterzowanie. Był to również wielki orędownik troski o trzeźwość narodu polskiego. Trzeba tu wspomnieć przy okazji jego kapelana, ks. Władysława Padacza, skutecznego działacza trzeźwości. Temat trzeźwości jest nadal bardzo aktualny, wymagający ciągłej formacji i pracy od osób, którym te sprawy leżą na sercu.

A.: Wydaje się, że obecne wyzwania są zwielokrotnione poprzez łatwą dostępność do alkoholu, reklamowanie go i niską cenę oraz coraz wcześniejszy wiek inicjacji alkoholowej młodych ludzi. Do tego dochodzi całe spektrum używek, dopalaczy, narkotyków i innych, nowych form uzależnień.

Ks.: Każde pokolenie jest odpowiedzialne za stawianie czoła zagrożeniom – nowym i starym – tak samo. Ta praca nie jest nigdy zakończona. Wielka wdzięczność Panu Bogu za każde uratowane życie, za każdą ocaloną rodzinę nie może usypiać naszej czujności. Pan Jezus mówi: „[] kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,7-13).

A.: Prawie 40 lat trwania MRT to długi czas. Jak kiedyś przebiegała formacja w tym ruchu i jak jest dzisiaj?

Ks.: Na początek, kiedy ludzi przybywało, konieczne było sporządzenie szczegółowego planu pracy na dalsze lata działalności. Opracowanie planu potrzebne było po to, aby Ruch mógł dobrze służyć osobom, z parafii i diecezji, potrzebującym pomocy oraz by były realizowane cele i zadania zawarte w Ramowym Regulaminie Ruchu Trzeźwości im. Maksymiliana Kolbego. Zadania MRT na Przymorzu obejmowały przede wszystkim spotkania formacyjne i rozwój duchowy członków Ruchu Trzeźwości, mającą na celu ich dojrzewanie w wierze i życie w trzeźwości. W ramach formacji, oprócz comiesięcznych mszy św. trzeźwościowych i cotygodniowych spotkań w salce parafialnej, odbywały się organizowane dla członków ruchu różnego rodzaju wspólne wyjazdy, pielgrzymki, rekolekcje. Lata 80. XX wieku charakteryzowały się dynamicznym rozwojem oraz dużym zaangażowaniem ludzi. Polacy pragnęli wolności, czego wyrazem były: wydarzenia grudnia 1970, strajki robotnicze lat 80. powstanie NSZZ „Solidarność”. Okres stanu wojennego, liczne ofiary UB tego okresu, m.in. zamordowanie w 1984 roku bł. ks. Jerzego Popiełuszki, dowiodły jeszcze raz, że „wolność krzyżami się mierzy”. Tęsknota do wolności zewnętrznej w trudnym czasie przemian politycznych po 1980 roku mogła stać się dla wielu osób okazją do odkrywania wolności wewnętrznej. Wolności – także od alkoholu, uzależnień. Szczególnym wydarzeniem dla środowiska trzeźwościowego była uroczystość przekazania kopii cudownego Jasnogórskiego Obrazu Matki Bożej do diecezji gdańskiej. Odbyło się to w dniu 31 stycznia 1988 roku w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Wówczas to Metropolita Krakowski Kardynał Franciszek Macharski dokonał poświęcenia sztandaru Maksymiliańskiego Ruchu Trzeźwości. W uroczystości tej uczestniczył cały Episkopat Polski, na czele z Prymasem Polski Józefem Glempem. Maryja w swoim cudownym wizerunku nawiedzała parafie całej diecezji. Na Przymorzu do kościoła wprowadzana była przez członków MRT, z poświęconym sztandarem na czele. Sztandar przechowywany jest obecnie w parafii MB Królowej Różańca Świętego. Poczet sztandarowy bierze udział w dorocznej pielgrzymce z Oliwy do Matemblewa i w innych uroczystościach.

A.: Pielgrzymka w intencji trzeźwości z Oliwy do Matemblewa trwale wpisała się w kalendarz wydarzeń w naszej archidiecezji. Każdego roku dzień 15 sierpnia gromadzi od 300 do 500 osób pragnących wspólnie modlić się o trzeźwość, dziękować za otrzymane łaski, a także złożyć abstynenckie przyrzeczenia na kolejny okres. W trakcie pielgrzymki organizowany jest konkurs dla dzieci z nagrodami, poczęstunek: chleb ze smalcem i ogórkiem oraz możliwość finansowego wsparcia Domu Samotnej Matki. Prowadzona jest też księga postanowień abstynenckich i trzeźwościowych, do której każdego roku wpisuje się od 60 do 150 pielgrzymów.

Ks.: Wszystko to zaczęło się skromnie 15 maja 1989 roku, kiedy to kilku członków ruchu wyruszyło przez oliwskie lasy w pieszej pielgrzymce do Matemblewa (Janka, Hubert, Basia, Gienek, Janusz, Zdzisia, Teresa, Sławek). W czasie marszu została odprawiona trzeźwościowa Droga Krzyżowa, a później, na Wzgórzu Matemblewskim, msza święta i różaniec w intencji trzeźwości. Od tego czasu każdego roku 15 sierpnia z całymi rodzinami ruszamy na pielgrzymi szlak..

A.: Wiemy, że najważniejsze rzeczy dokonują się w ludzkich sercach. Towarzyszenie osobom w kryzysie, wzrastaniu duchowym wiąże się z poświęceniem im czasu. Nikt nie zliczy godzin spędzonych w konfesjonale, rozmów indywidualnych, często do późnej nocy i innych znanych tylko Bogu spraw.

Ks.: Tak, potrzeba tu czasu i drugiego człowieka. Zmiana życia, nawrócenie jest owocem działającej nieustannie łaski Bożej i współpracy z nią przez modlitwę, spowiedź, komunię świętą, pracę nad sobą. Potrzebni są inni ludzie, ponieważ nikt z nas nie jest samowystarczalny. „Osłem jest ten, który ma siebie samego za przewodnika” – mawiał św. Franciszek z Asyżu. Można o tym usłyszeć w świadectwach dawanych w czasie różnych spotkań. W dzieleniu się siłą, nadzieją i własnym doświadczeniem. Przekonujemy się, że samemu jest trudno, bardzo trudno! W pojedynkę z problemem się po prostu umiera! To pewne i sprawdzone! Szczęście – to jest wspólnota.

A.: Co jeszcze, oprócz owoców duchowych, jest namacalnym, widocznym owocem duszpasterstwa trzeźwości?

Ks.: Co roku w Adwencie i Wielkim Poście organizowane są spotkania z klerykami z Gdańskiego Seminarium Duchownego. Towarzyszy im wspólna modlitwa oraz dzielenie się doświadczeniem pracy nad sobą. Atmosfera tych spotkań jest zawsze radosna, jak spotkanie dobrych przyjaciół.

W 2010 roku odbyło się pierwsze spotkanie grupy samopomocowej, opartej na 12 krokach, dla kleryków naszego seminarium, którą sam się opiekuję. W spotkaniach biorą udział klerycy, których też dotknęła toksyczna sytuacja rodzinnych domów: rozwodów rodziców, nieporozumień czy pijącego ojca lub matki, zrodzonych z tego różnych kompleksów. Uczymy się, jak sobie radzić z uczuciami, emocjami. Jak stać się dobrym kapłanem, duchowym ojcem dla tych, do których kiedyś będziemy posłani. W Tygodniu Modlitw o Trzeźwość członkowie MRT biorą aktywny udział w liturgii. Co roku w salce przy parafii św. Rafała Kalinowskiego odbywa się bezalkoholowa zabawa sylwestrowa dla rodzin. W Niedzielę Chrztu Pańskiego w katedrze odprawiana jest msza św., a po niej odbywa się spotkanie opłatkowe dla wszystkich zaangażowanych w pracę na rzecz trzeźwości. W czerwcu bierzemy udział w Ogólnopolskiej Pielgrzymce Trzeźwości na Jasną Górę. W parafii św. Rafała Kalinowskiego istnieje Róża Różańcowa św. Maksymiliana. Ks. Karol Wnuk organizuje w Wielkim Poście Trzeźwościową Drogę Krzyżową w Gdańsku-Świętym Wojciechu. Rokrocznie kilka osób świeckich i kleryków GSD wyjeżdża do Torunia na Ogólnopolską Wiosenną Sesję Apostolstwa Trzeźwości. Wykłady odbywają się w gościnnych murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej oo. redemptorystów. Od ponad 35 lat w lipcu organizowany jest dwutygodniowy wyjazd dla rodzin do Sulęczyna. Ten wypoczynek z Bogiem miał przez lata bardzo różną formułę. Obecnie jest zwieńczeniem całorocznej pracy, okazją do wypoczynku, zabawy, wspólnego przygotowania posiłków, modlitwy i po prostu bycia razem, wśród przyjaciół. Co ważne – w niewyszukanych warunkach, bez komórek, laptopów, pośpiechu codziennego życia. Innym, równie istotnym faktem jest nieprzerwane trwanie i rozwój grup samopomocowych. Na terenie archidiecezji działa kilkadziesiąt grup samopomocowych AA, Al-Anon, Alateen. Istnieją też grupy dla Anonimowych Hazardzistów, Seksoholików, Depresantów. Praca grup jest niezależna od struktur kościelnych, opiera się na Dwunastu Krokach Anonimowych Alkoholików. Grupy często korzystają z udostępnianych przez parafie salek parafialnych.

A.: Komu, księdza zdaniem, potrzebny jest program Dwunastu Kroków? Myślę o tym, czy osoba wierząca, religijna, potrzebuje dodatkowych programów duchowych, żeby umieć żyć?

Ks.: Myślę, że każdemu. Kiedy człowiek przeżywa kryzys, jakieś cierpienie, bolesne wydarzenie, szuka praktycznych wskazówek do rozwiązania swojej trudnej sytuacji. Kroki są jak zestaw narzędzi gotowych do użycia przez każdego. Niezależnie jak dziś pojmuje Boga, religijność, życie duchowe. Program pomaga odkryć kim jestem, odkryć żywą obecność Boga w moim życiu. Wierzącym pomaga wrócić na drogę Ewangelii, dziesięciu przykazań…

A.: Program Dwunastu Kroków spisali i przetestowali jako pierwsi alkoholicy w Stanach Zjednoczonych w latach 30. ubiegłego wieku. Jak to się dzieje, że może on pomóc także w innych sytuacjach?

Ks.: Kraj nie ma znaczenia, nie ma znaczenia także czy chodzi o alkohol, czy inne środki uzależniające. Objawy są różne, ostatecznie źródłem jest zawsze to samo – brak dojrzałości, brak miłości. Człowiek jest istotą stworzoną na obraz Boga. Jest Jego dzieckiem! Posiada ciało i nieśmiertelną duszę. Nasze ciało rośnie, rozwija się. Czy tego chcemy czy nie, dusza też powinna się rozwijać, rosnąć. Ona też potrzebuje swojego „pokarmu”! Większość kryzysów ma swoje źródło w niedojrzałości duchowej. Czasem zawinionej przez pragnienie łatwego szczęścia, niechęć do wysiłku, stawiania sobie wysokich wymagań. Czasem wyrastamy w ubogich duchowo rodzinach i nie mamy okazji nauczyć się tego od rodziców. Wchodzimy w życie dorosłe ubożsi, choć na pozór, fizycznie, niczego nam nie brakuje.

A.: To tak jakby w ciele np. czterdziestolatka mieszkał emocjonalny przedszkolak?

Ks.: To niestety dość częste zjawisko, że nie dojrzewamy fizycznie, duchowo i emocjonalnie w równym stopniu. Bez duchowości człowiek nie zna sensu i celu swojego życia. Dziś jest bardzo dużo „zniewieściałych facetów”. Wielu ludzi w rozwoju duchowym pozostaje na etapie „paciorka” lub co gorsza nie ma doświadczenia wiary w ogóle. Ważne jest jednak to, że zawsze można podjąć trud rozwoju, zmiany na lepsze. Jest to podjęcie trudu pracy nad ciałem, uczuciami i duchowością.

A.: Jakie są konsekwencje braku rozwoju życia duchowego? Czy jest możliwa duchowa neutralność?

Ks.: Ludzka natura nie znosi pustki. Dotyczy to także naszej duszy. Jeśli nie ma tam Boga, natychmiast pojawia się zły duch i zajmuje przygotowane „mieszkanie”. Dzisiaj w naszych rodzinach mało mówi się o duszy! Tak naprawdę każde uzależnienie zaczyna się właśnie w duszy człowieka. Kiedy dusza zostanie nakarmiona „złym pokarmem”, rodzą się lęki, niepokój, a jej podstawowym pokarmem jest przecież wolność i miłość. Aby kochać, człowiekowi potrzebna jest wolność osobista. To nie jest samowola. Realizacja programu 12 Kroków daje nam możliwość uwolnienia się od naszych lęków i oczekiwań. Kiedy jednak dusza jest już mocno „zatruta”, wtedy umysł szuka czegoś, co przyniesie choćby chwilową ulgę. Najczęściej są to już wtedy sztuczne sposoby pocieszania: alkohol, narkotyki, hazard, pornografia, zachowania kompulsywne. Wszystkie one z kolei niszczą ciało. Dlatego musimy troszczyć się i dbać o swoją duszę, o swoje życie duchowe! Zły nie śpi, sieje cierpienie, iluzję i kłamstwo. Jest przecież ojcem kłamstwa.

A współczesny człowiek stanowi dla niego bardzo łatwą „zdobycz”!

Jest takie smutne proroctwo, ukazujące taktykę szatana, który chce zawładnąć człowiekiem, w taki sposób, aby ten nie wiedział, kto go zniewala; aby myślał, że to on sam wszystko może!

Dostojewski w „ Biesach” tak opisał rozmowę starego Belzebuba z młodymi diabłami:

„Nauczyciel, który wobec dzieci drwi z Boga i kołyski – jest nasz!

Adwokat, który broni wykształconego zabójcę – jest nasz!

Przysięgli, którzy uwalniają zbrodniarzy – są nasi!

Lud jest pijany, matki pijane, cerkwie puste! (kościoły puste)

I niech wyrośnie jedno pokolenie przez nas wychowane”.

Grzech, trwanie w grzechu, poczucie winy zamykają człowieka w sobie! Powstaje w nas wtedy złość, bezsilność i – z czasem nienawiść do samego siebie. Ból słabości, grzechu i zdrady siebie czy bliskiego jest nie do wytrzymania! W naszym wnętrzu rozgrywa się walka duchowa. Z jednej strony szukamy wyjścia, uspokojenia, ulgi, z drugiej wstyd jest silniejszy! Wzmagająca się nienawiść do siebie samego jest bardzo poważną przeszkodą w życiu duchowym, lecz równocześnie ból może być pomocą i drogowskazem w poszukiwaniu dróg wyjścia.

Możliwe jest przezwyciężenie tego stanu i wykorzystanie go do rozwijania w sobie miłości do Boga i bliźniego! Trzeba zwrócić się po pomoc! To będzie kosztowało dużo osobistego wysiłku, lecz Pan Bóg potrafi pisać prosto na krzywych liniach naszego życia. W Piśmie Świętym czytamy: „Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz aby żył” (Ez 18, 21-28).

Bóg kocha nas zawsze, czy tego chcemy czy nie!

Przewiń do góry