KROK 7. Pokora-czym jest na prawdę?

Z ks. prałatem dr Bogusławem Głodowskim (Ks) rozmawia Joanna Winiarska (A);
fragmenty książki: „Rozwiążcie GO i pozwólcie MU chodzić”.

A.: Prosiliśmy Boga z pokorą, aby usunął nasze wady, mówi Krok Siódmy. Nie dzieje się to jednak automatycznie. Czym jest pokora?

Ks.: Pokora to odwaga przyjmowania rzeczywistości, taką jaka ona jest. Ks. Orione twierdził, że „pycha jest najstraszniejszym bólem głowy”. Jest bólem głowy, gdyż pysznego gnębi wirus wywyższania się, górowania: choroba ta niszczy pokój i pogodę ducha. Tonino Lasconi opisuje to w taki sposób: „Chory uważa, że jego dom jest większy od domu sąsiada. Auto potężniejsze od auta kolegi. Mięśnie większe od tych, jakie posiadają przyjaciele. Biust piękniejszy od biustu koleżanek. Pensja większa. Praca ważniejsza. Wakacje bardziej egzotyczne. Sylwetka wspanialsza. Opalenizna piękniejsza. Stroje ze znanych firm i tak dalej, i tak więcej. Aby wydawać się kimś większym od innych, osoba chora na wywyższanie się skłonna jest sprzedać duszę diabłu.

Pracując według programu 12 Kroków, wiemy już od Pierwszego Kroku, że chcemy być dyktatorami, wyrocznią. Chcemy rządzić. Pokora oznacza, że kiedy przestaję być bogiem, mogę przyjąć to, co Pan Bóg dla mnie przygotował. Uczę się akceptować Jego wolę w swoim życiu – nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie.

A.: Co to oznacza w praktyce? Czym zastąpić panoszącą się w nas pychę, „garbatą” pokorę, fałszywą dumę, chęć bycia samowystarczalnym, izolację od ludzi.

Ks.: Pokorny wędruje swobodnie i lekko. Pozdrawia pierwszy. Nie zwraca uwagi na to, czy jego buty są ostatnim krzykiem mody. Ważne, by były wygodne. „Pokora jest matką olbrzymów” – ktoś powiedział, i słusznie! Pokorny nie boi się ludzi. Uczymy się jej dzięki ludziom, sytuacjom, które dzieją się wokół nas. Poprzez proszenie innych o pomoc i przez przyjmowanie jej. Bóg stawia na naszych drogach różnych ludzi, działa przez nich.

A.: Przeczytałam gdzieś, że można uczyć się cierpliwości od niecierpliwych…

Ks.: Od każdego możemy się czegoś nauczyć. Może to być rozmowa, jakiś gest, okazane zrozumienie. Czyjeś niewłaściwe zachowanie także może być dla mnie wskazówką, czego nie robić. Na grupie ludzie dzielą się własnym doświadczeniem, siłą i nadzieją. Uczą się też nawzajem od siebie akceptacji, życzliwości, słuchania, nieoceniania, niekrytykowania. To szczególnie ważne dla osób przychodzących z domów pełnych awantur, niepokoju, agresji. Grupa jest często pierwszym miejscem, w którym mogą poczuć pokój, ciszę, usłyszeć samego siebie.

A.: W wielu słyszanych przeze mnie wypowiedziach przewijają się dwa tematy: grupa i drugi człowiek. Sponsor, terapeuta, spowiednik…

Ks.: Spowiednik, który może też być kierownikiem duchowym, uczy zaufania, szczerości, budowania pewności siebie i odkrywania własnej wartości. Także tworzenia nowych, zdrowszych więzi. Sztuką jest wiedzieć, z kim i o czym rozmawiać! Te najważniejsze sprawy zostawić w jednym miejscu! To ważne: trzeba znaleźć stałego spowiednika! To na każdym etapie naszego wzrastania konieczny warunek! Tylko nie mów, że nie możesz go znaleźć! Szukaj za wszelką cenę! Sam Pan Jezus przypomina nam o tym ciągłe i wręcz nalega: „szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7).

A.: Pan Bóg szuka nas i dociera do nas na wiele różnych sposobów?

Ks.: Pan Bóg nie ma zegarka. Nigdy się nie męczy i nie zniechęca. Pan Bóg też nigdy nie śpi!

A.: Wróćmy raz jeszcze do pojęcia pokory. Nie jest to popularna postawa. Często kojarzy się nam z „dźwiganiem krzyża”, zgadzaniem się na wszystko nawet z krzywdą swoją czy innych. Słyszy się też takie zarzuty pod adresem Kościoła, że każe dźwigać krzyż, kiedy nie pozwala na rozwody i każe kochać nieprzyjaciół. Jak jest naprawdę? Czy taka postawa: nieść krzyż i dać się zabić jest pokorą? Albo pozwalanie na krzywdzenie dzieci. Albo zdanie: „Nie mogę mu odmówić np. jedzenia, zamknąć drzwi, kiedy jest pijany, bo jestem katoliczką, bo jestem we wspólnocie takiej a takiej”?

Ks.: Najpierw powiedzmy sobie wyraźnie: Kościół nie chce męczenników na siłę! Nie zasłaniajmy się Bogiem, gdy chodzi o podjęcie odważnych decyzji życiowych. Nie rozgrzeszajmy Bogiem naszych słabości i lęków. Aby móc żyć z alkoholikiem, czy osobą niedojrzałą, trzeba wpierw nauczyć się kochać, a przede wszystkim odróżniać miłość od naiwności i poczucia winy. Bóg jest miłością i uczymy się od Niego! To ważnebądźmy uczciwi w przyznaniu się do niepowodzeń i szukajmy pomocy!

POKORA jest cnotą wesołą przede wszystkim dlatego, że ma syna pełnego szczęścia: a jest nim PRZEBACZENIE.

A.: Kochać, jak to łatwo powiedzieć!

Ks.: Początek jest zawsze piękny. Wielkie obietnice, plany, nadzieje, że w naszym życiu będzie lepiej. Że nie powielimy błędów rodziców, będziemy walczyć o szczęśliwy dom, szczęśliwą rodzinę. Dwoje ludzi planuje, marzy, wszystko zdaje się być w zasięgu ręki. Ale dziwnym trafem po czasie okazuje się, że przychodzi nam kochać kogoś, kto nie potrafi lub nie chce kochać innych ludzi, ani nawet siebie samego. Próbujemy kochać kogoś, kto jest niedojrzały, uzależniony od alkoholu, pornografii czy innych rzeczy. Kogoś, kto wyrządza krzywdę nam, innym ludziom, a nawet samemu sobie. Taka sytuacja jest bardzo częsta w polskich realiach, szczególnie w rodzinach z problemem alkoholowym, przemocą czy innymi uzależnieniami. Wtedy następuje weryfikacja marzeń, planów, obietnic. Następuje heroiczna próba miłości i rodzi się pytanie: Jak kochać dalej?

A.: I czy to w ogóle jeszcze jest możliwe?

Ks.: Odpowiedzi może być tyle, ilu jest ludzi. MIŁOŚCI trzeba się uczyć! Dominują jednak postawy skrajne. Naiwne litowanie się nad człowiekiem uzależnionym albo zupełne wycofanie miłości wobec niego. Dojrzała, mądra miłość to konkretne słowa i czyny dostosowane do postępowania i sytuacji drugiej osoby! Alkoholik to ktoś. kto ma problem z życiem i w alkoholu szuka poprawy nastroju bez poprawy życia. To ktoś, kto nie rozumie siebie samego. Aby móc dojrzale kochać alkoholika czy alkoholiczkę, trzeba najpierw poznać mechanizmy tej choroby. Twarda miłość sprowadza się do podstawowej zasady: ty nadużywasz alkoholu, ty ponosisz konsekwencje picia. To nie jest tak, że tylko alkoholik wymaga zmiany. Także każdy z nas powinien uczyć się brać odpowiedzialność za swoje życie, pracować nad swoimi słabościami i pielęgnować to, co dobre. Przestać obwiniać innych, zły los, położenie geograficzne itp. za stan, w jakim żyjemy. Wiedząc, co przeżyliśmy, patrzeć w przód. Moja lepsza przyszłość zaczyna się dzisiaj!

Oto kilka prostych zasad wyczytanych na ławce w starym klasztorze:

CHCĘ KOCHAĆ CIEBIE – BEZ ZABORCZOŚCI

DOCENIAĆ CIĘ – BEZ OSĄDZANIA

DOŁĄCZYĆ DO CIEBIE – NIE BĘDĄC INTRUZEM

ZAPRASZAĆ CIĘ – BEZ DOMAGANIA SIĘ

ODCHODZIĆ OD CIEBIE – BEZ POCZUCIA WINY

KRYTYKOWAĆ CIEBIE – NIE OSKARŻAJĄC

POMAGAĆ TOBIE – NIE UPOKARZAJĄC CIĘ.

Jeśli ty możesz dać mi to samo, wówczas możemy się spotkać naprawdę i wzbogacić siebie nawzajem, ucząc się ciągle kochać odpowiedzialnie!

A.: Trudno jest się pogodzić z tym, że bliska nam osoba zabija siebie na własne życzenie, a do tego jest mistrzem manipulowania otoczeniem, aby zapewnić sobie komfort picia.

Ks.: Alkoholik nałogowo oszukuje przede wszystkim samego siebie, a także nieświadomie doprowadza siebie i bliskich do coraz większego cierpienia i krzywdy, by w końcu ulec tej śmiertelnej chorobie. Niszczy w ten sposób relacje rodzinne. Pamiętajmy! Alkoholika nie zmieni cierpienie najbliższych, kochających go osób. Może go ocalić tylko jego własne cierpienie!

A.: Rodzina musi to sobie uświadomić, że trwanie w takim stanie niczego nie zmienia. „Poświęcanie się” jest trwaniem w iluzji i przyzwoleniem na coraz większe zło. Bliscy alkoholika, jak już mówiliśmy, powinni wyjść z ukrycia i zacząć szukać pomocy na zewnątrz.

Ks.: Ten chorobliwy układ można zmienić, trzeba tylko odważyć się, poszukać profesjonalnej pomocy i zacząć zmieniać życie, nie nastrój, ŻYCIE! Poszukaj duszpasterza, lekarza, psychologa, grupy samopomocowej (AA, Al-Anon, Alateen). Jeśli pomimo podjętych prób sytuacja jest nadal trudna, problem narasta, cierpią niewinni, zwłaszcza dzieci, trzeba odejść, odseparować się emocjonalnie, nawet czasowo rozstać się. Czasem będzie to już wystarczające, aby alkoholik uznał, że alkohol stał się problemem w jego życiu i skłoni go do podjęcia terapii, pracy nad sobą w grupie AA.

A.: To nie jest zemsta, odgrywanie się?

Ks.: Wręcz przeciwnie, jest to dojrzała forma pomocy osobie, która krzywdzi siebie i innych. Kościół Katolicki uznaje, że są sytuacje, w których wspólne życie i mieszkanie małżonków sprzeciwiałoby się dojrzałej miłości i odpowiedzialności. Miłość małżeńska jest bezwarunkowa. Ale tylko miłość! Nie jest bezwarunkowe wspólne mieszkanie, współżycie, wychowywanie dzieci, wspólnota majątkowa. To wszystko jest już warunkowe, czyli ma miejsce pod warunkiem, że obydwie strony odnoszą się do siebie z miłością i odpowiedzialnością. Dla osób wierzących, które zawarły małżeństwo sakramentalne, rozwiązaniem w tej sytuacji może być separacja dokonana przed sądem kościelnym. Nie zrywa ona więzi małżeńskiej, nie łamie przysięgi małżeńskiej. Separacja kościelna w Polsce niesie ze sobą także skutki cywilne. Na jej podstawie współmałżonek może uzyskać podział majątku lub świadczenia alimentacyjne. Każda taka decyzja wymaga jednak szczegółowego rozważenia i uzgodnienia ze spowiednikiem czy duszpasterzem.

A.: Podsumujmy. Miłość to równocześnie odpowiedzialność, nie naiwność. Nie można jej odłączyć od elementarnej sprawiedliwości. Miłość to nie tylko seks! Dojrzała miłość do osoby niedojrzałej wiąże się z trudem i cierpieniem, których nie sposób uniknąć. Dla odróżnienia – cierpiętnictwo, użalanie się nad sobą i narzekanie na zły los jest konsekwencją stania w miejscu, niechęci do prawdziwej zmiany życia. Ten stan można zmienić, wymaga odwagi do szukania pomocy! Jeśli jej potrzebujesz – szukaj!

Przewiń do góry