KROK 8. Krzywda-i co dalej?

Z ks. prałatem dr Bogusławem Głodowskim (Ks) rozmawia Joanna Winiarska (A);
fragmenty książki: „Rozwiążcie GO i pozwólcie MU chodzić”.

A.: Krok Ósmy zachęca do sporządzenia listy osób przez nas skrzywdzonych, aby uświadomić sobie, że wiele razy zawiniliśmy wobec ludzi. Mamy przestać obwiniać innych za własne niepowodzenia i zająć się usuwaniem swoich braków i wad. A co z krzywdami, których sami doświadczyliśmy?

Ks.: Skutkiem doznanej przez najbliższych krzywdy jest krzywdzenie innych lub siebie.

A.: Dzieci wychowane w rodzinach alkoholowych lub z innym problemem płacą za to ogromną cenę w swoim życiu. Ponoszą konsekwencje za nieswoje winy.

Ks.: Nasze własne błędy i grzechy zawsze mają wymiar społeczny. Ranią nie tylko nas samych, ale również tych, których powinniśmy kochać najbardziej. Podstawowym źródłem zagrożeń dla dzieci z rodzin z dysfunkcją jest stan chronicznego napięcia i stresu. Ciągła niepewność i nieprzewidywalność wydarzeń wywołują poczucie braku stabilności, poczucia bezpieczeństwa, a co za tym idzie poczucie braku kontroli nad swoim życiem. Dzieci te, aby przeżyć, uczą się przede wszystkim trzech postaw: nie ufać, nie mówić, nie czuć. Nie ufać dorosłym wobec doświadczenia niespełnianych prawie nigdy obietnic, ich widocznego zagubienia i niekonsekwencji. Są to tzw. dzieci zaradne, przedwcześnie dojrzałe, spełniające role nieobecnych rodziców. Nie mówić – oznacza zamknięcie się w sobie, ucieczkę, izolację z powodu wstydu i fałszywych norm: „nie kala się własnego gniazda”, „z domu nie wynosi się brudów”. Nieodczuwanie to zamrożenie uczuć, aby nie cierpieć lub też rozregulowanie uczuciowe – huśtawka nastrojów. Wszystko to hamuje bądź uniemożliwia dalszy rozwój w dorosłym życiu. Człowiek taki zatrzymuje się w rozwoju emocjonalnym na poziomie kilkuletniego dziecka.

A.: Jest jakby w stanie hibernacji. Jak w tej dziecięcej zabawie: Raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy!

Ks.: Dzieci te mają obniżone poczucie własnej wartości, szacunku do samych siebie. Dają się poniżać, aby zaskarbić sobie sympatię rówieśników. Nie doceniają własnych zalet, osiągnięć. Zarabiają na zainteresowanie, na miłość innych. Dzieci na posyłki. Ceną za to są choroby somatyczne, bóle brzucha, głowy, depresje, samookaleczanie się, zaburzenia łaknienia (anoreksja, bulimia). To wielki bagaż krzywd i braków, z którymi młody człowiek wchodzi w dorosłe życie.

A.: Psychologia zna pewne typowe role, które utrwalone, mają wpływ na dorosłe życie.

Ks.: Jest pięć obronnych wzorców funkcjonowania dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, w tym alkoholowych: bohater rodzinny, wspomagacz, maskotka, czyli błazen, kozioł ofiarny, czyli wyrzutek, dziecko niewidoczne – we mgle.

A.: Co należy wiedzieć o każdej z tych ról?

Ks.: Bohaterem jest najczęściej najstarsze dziecko. Osoba pełna poświęcenia i wyrzeczeń dla rodziny. Rezygnuje z własnych celów, by godzić skłóconych rodziców, brać na siebie rozliczne obciążenia. Nie ma świadomości własnych potrzeb, zdrowego stylu życia. Ignoruje sygnały przemęczenia i choroby. Wspomagacz to ktoś, kto opiekuje się alkoholikiem, chroni przed przykrymi skutkami picia, usprawiedliwia go i kontroluje. Dobry „materiał” na żonę lub męża osoby uzależnionej. Maskotka to odgromnik rodzinnych napięć. Dziecko zabawne, przymilne, wdzięczące się. Robi to, aby zażegnać konflikt, uniknąć awantur. Robi dobrą minę do złej gry. Dramatem tych dzieci jest zatracenie granicy między tym, co serio, a tym, co na żarty. Nikt ich nie traktuje poważnie. Odłączają się od trudnych uczuć, smutku, cierpienia. Wyrzutek to ktoś obwiniany za wszystkie konflikty w rodzinie. Reaguje buntem, szuka potwierdzenia swojej wartości w grupach rówieśniczych, wagaruje, nie uczy się. Zimny i odcięty od miękkich uczuć. Wcześnie sięga po alkohol i środki psychoaktywne. Dziecko zagubione, aniołek jest wycofane w świat marzeń, fantazji, lektur. Często jest to najmłodsze, „bezproblemowe” dziecko. Ceną, jaką płaci, jest unikanie relacji, umiejętności kontaktu, współżycia z innymi. Ta ucieczka w dorosłym życiu może przybrać formę uzależnienia od narkotyków, alkoholu, leków. Jedno dziecko może wchodzić w różne role, różne wzory obronnego funkcjonowania w rodzinie z problemem alkoholowym.

A.: Wiedza o rolach przyjmowanych w dzieciństwie w rodzinach z dysfunkcją wydaje się być znana. Moje pytanie brzmi: i co dalej? Jak pozbyć się niechcianego bagażu, który jest częścią życia czymś, co tworzy osobowość człowieka?

Ks.: Wyjście jest możliwe, chociaż bardzo trudne. Pan Bóg nikogo nie przekreśla i nam też nie wolno tego robić. Prawda o sobie, o rodzinie, z której wyszedłem, o krzywdach, których doznałem, jest punktem wyjścia do pracy nad sobą. Mówienie głośno pomaga mi to nazwać, zaakceptować fakty i pogodzić się z tym, że nie mogę zmienić przeszłości.

A.: Tak jak mówi o tym Modlitwa o pogodę ducha?

Ks.: Musimy pozostawić przeszłość, pogodzić się z nią, przebaczyć sobie i innym, aby móc budować przyszłość. Praca ta polega na tym, aby odkrywać swoje talenty, marzenia, cele i zaczynać je realizować.

A.: I to wszystko oczywiście krok po kroku…

Ks.: Oczywiście. Każdą ranę leczy się osobno. Potrzeba czasu, wielokrotnego mówienia o czymś, zanim poczujemy, że ból zniknął.

A.: Podobnie jak rany naszego ciała? One też goją się w czasie, nieraz bardzo długo. Prawidłowe postępowanie pozwala na ich wyleczenie. Jeśli leczenie jest źle dobrane, rana ropieje, infekując cały organizm. Po wyleczeniu zwykle zostaje blizna, jakiś ślad. Znak tego, co przeżyliśmy. Myślę, że także w naszym wnętrzu pozostają blizny, miejsca szczególnie wrażliwe.

Ks.: Spotykając człowieka, nigdy nie wiesz, jakie rany czy blizny w sobie nosi. Co go boli…

A.: Niewinna uwaga, żart może spowodować nieoczekiwaną reakcję. To często bywa powodem nieporozumień między ludźmi.

Ks.: Dlatego często korzystajmy z sakramentu pokuty, każde rozgrzeszenie to łaska uzdrowienia.

W liście św. Piotra czytamy: „Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni” (1P 2,24). On przychodzi do Wieczernika po zmartwychwstaniu przemieniony, ale z widocznymi ranami. Każe Tomaszowi dotknąć swoich ran. W sakramentach świętych też tego doświadczamy. Już nie fizycznie, ale w wierze możemy dotknąć ran Pana Jezusa i dzięki temu doświadczyć uzdrowienia. Oznacza to, że wiem, co przeżyłem, nie zapominam o tym, ale dziś nie czuję już bólu. Co więcej, mogę mówić innym o moim doświadczeniu uzdrowienia.

A.: Grupy samopomocowe to miejsce dzielenia się doświadczeniem, siłą i nadzieją. To też sposób na leczenie zranień?

Ks.: Tak. Dzielenie się pomaga pamiętać o tym, co już zrobiłem w mojej pracy nad rozwojem duchowym. Poczuć wdzięczność i mówić o tym innym, dając nadzieję. To piękne, kiedy na spotkaniu obok siebie siedzą ludzie, gdzie jeden nie pije np. trzy dni, a drugi trzydzieści lat. To także forma miłości, która rośnie, mnoży się, kiedy się ją dzieli. Chrześcijanin to człowiek wielkiej nadziei, który wie, że Bóg jest Panem historii. Historii całego świata, jak i każdego pojedynczego człowieka.

A.: Pomyślałam o tym, jak mało wiemy o innych ludziach. O tym, co ich boli. Czasem czyjeś dziwne reakcje mogą być spowodowane dotknięciem w czułe miejsce. Nawet blizna, która w nas została, jest czymś, co łatwo dotknąć, co czasem dokucza np. przy zmianie pogody.

Ks.: Dlatego właśnie uczymy się nie oceniać, nie porównywać się z innymi, nie zazdrościć, ale wziąć się za robotę, zająć się sobą – na serio.

A.: Przebaczenie to proces, który pozwala uwolnić się od sprawcy. To jednak nie jest to samo, co pojednanie?

Ks.: Do pojednania potrzeba woli i dojrzałości obu stron, przebaczenie natomiast sprawia, że doznana krzywda mnie nie boli, nie więzi, nie ogranicza. Celem przebaczenia jest prawdziwa wolność człowieka, moja godność jako dziecka Bożego.

A.: Czy godność człowieka można zniszczyć, odebrać?

Ks.: O godności człowieka jako mężczyzny lub kobiety decyduje jego odpowiedzialność za siebie i innych. Godności wewnętrznej człowieka nie może odebrać ktoś z zewnątrz. Tylko on sam może ją stracić, jeśli się na to zgodzi. Człowiek odpowiedzialny sam sobą dysponuje. Może oddać się w ręce drugiej osoby i sam może przyjąć drugą osobę.

A.: Obecnie dużo słyszy się o nadużyciach w sferze seksualnej, których wiele osób doznało w dzieciństwie i młodości. Każda taka sytuacja oznacza wielką krzywdę, z której skutkami ktoś musi się zmierzyć…

Ks.: Tak, spotkałem wiele kobiet i mężczyzn zranionych w sferze seksualnej, którzy mieli problem z samymi sobą, ze swoim ciałem, z budowaniem więzi małżeńskich. Były one powodem rozwodów, ucieczki w pornografię, zdrady, wpadania w uzależnienia. Powstałe w ten sposób krzywdy, często związane z dokonaniem aborcji, wymagały jeszcze większego wysiłku, aby pokonać wstyd. Widziałem także wielkie zdziwienie i radość zarazem, kiedy mówiłem ludziom o tym, po co Pan Bóg stworzył człowieka. Do czego służy ciało? Przecież jak czytamy w Biblii, Bóg dał ciało i seksualność człowiekowi po to, aby mógł wyrażać miłość.

Jednak skutki przemocy w tej sferze doznane w dzieciństwie leczy się dłużej. Były to i są trudne rozmowy, ale bardzo ważne i potrzebne! Normalnie to rodzice powinni mówić i przygotowywać swoje dzieci w tej wrażliwej sferze intymności. Z doświadczenia wiem, jak ważna dla dziecka jest obecność obojga rodziców w rodzinie. Kobieta wychowana w poczuciu bezpieczeństwa będzie miała poczucie pewności siebie i swojej wartości. Także dla mężczyzny obecność ojca i matki jest warunkiem dobrej relacji ze swoim ciałem i duszą.

A.: To stąd bierze się powtarzane przez księdza zdanie: Jeśli kobieta wie, czego chce, mężczyzna zrobi dla niej wszystko?

Ks.: Tak. Jestem tego pewien. Natomiast w sytuacji braku jednego z rodziców lub braku prawidłowych relacji powstają kompleksy związane z ciałem tak u kobiet, jak i u mężczyzn. Są one powodem dużych trudności w budowaniu dobrych relacji interpersonalnych.

Początkiem uzdrowienia w sferze seksualnej jest najpierw dostrzeżenie zranienia i przyznanie się do niego. Ważną rzeczą jest odnalezienie jego źródło oraz osoby, z którymi jest ono związane.

W odkrywaniu ran i krzywd seksualnych konieczna jest pomoc kompetentnej osoby: kierownika duchowego, niekiedy terapeuty lub innej zaufanej osoby. Wypowiedzenie swoich słabości i ułomności seksualnych przed „świadkiem” jest pewnym przygotowaniem do wypowiedzenia zranień, ułomności i słabości seksualnych przed samym Bogiem. Zauważyłem, jak dużym ciężarem są aborcje dokonane przez kobiety, często za namową swoich mężów. Dla kobiet to szczególna trauma, pogarszająca się z upływem lat. Skutkuje powstawaniem coraz większych lęków, depresji czy nerwic. Lekarze pierwszego kontaktu mogliby o tym dużo powiedzieć. Pamiętam pewną kobietę, która wyznała: „Proszę księdza, przez sześćdziesiąt lat nikomu o tym nie mówiłam”. Ciężko jej było się otworzyć. Mur poczucia winy, strach przed potępieniem nie pozwalały mówić.

Te osoby szczególnie potrzebują pomocy. Wysłuchania. Przebaczenia. Odkrycie Boga jako kochającego Ojca, który akceptuje nas ze wszystkimi słabościami, także ze słabościami w dziedzinie seksualnej. Pozwala nam rozmawiać o nich szczerze i otwarcie. Otwieranie się na bezwarunkową akceptację i miłość Boga, która leczy wszelkie zranienia, także zranienia seksualne, dokonuje się przede wszystkim poprzez modlitwę, spowiedź i skupienie. Modlitwa jest przyjmowaniem miłości Boga, która prowadzi do wewnętrznego uzdrowienia. Brak uznania głębi własnego zranienia oraz jego skutków może być zasadniczą trudnością w uzdrowieniu seksualnym. Zauważamy, że Jezus spotykając się z jawnogrzesznicą, głęboko zranioną seksualnie, z jednej strony okazuje jej pełną miłość, życzliwość i szacunek, z drugiej jednak zdecydowanie i stanowczo wzywa ją do zerwania z grzechem seksualnym: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,11). Wyrozumiałość, akceptacja, miłość i szacunek nie mogą być rozumiane jako lekceważenie zranienia oraz jego skutków. Dalej Jezus mówi: „Prawda was wyzwoli” (J 8,32). W zranieniu seksualnym konieczne jest poznanie całej prawdy: po pierwsze prawdy o własnej zranionej seksualności, o głębi i źródłach tego zranienia, z drugiej zaś strony prawdy o Bogu, który miłując człowieka, leczy go i zbawia.

A.: A co ze zranieniami doznanymi w dzieciństwie, seksualnymi szczególnie?

Ks.: Trzeba rozmawiać o tym z kimś, do kogo ma się zaufanie. Dzieci powinny rozmawiać z kimś dorosłym. Strach i wstyd jednak zamykają dziecko na długo. Dopiero w dorosłości często zaczynają te zranienia porządkować. Trudna i ważna jest pomoc dzieciom – ofiarom deprawacji seksualnej. Rodzice lub opiekunowie takiego dziecka powinni zadać sobie pytanie: dlaczego do tego doszło? Czy jedną z przyczyn jest zaniedbanie wychowania seksualnego? Czy dziecko kierowane chorą ciekawością seksualną nie dało się wciągnąć w pewną grę i prowokację ze strony sprawcy? Trzeba powiedzieć z naciskiem, iż dziecku, które stało się ofiarą deprawacji seksualnej, konieczna jest pomoc osób dorosłych! Aby pomoc była możliwa, trzeba stworzyć głęboką więź emocjonalną z dzieckiem. W takiej atmosferze będzie można nawiązać z nim rozmowę na ten bardzo trudny temat. Dziecku trzeba poświęcić wiele czasu, troski, życzliwości, opieki, tak aby możliwe było stopniowe pokonywanie urazu do dorosłych wynikającego z przeżytego zranienia seksualnego. Pamiętajmy, to rodzice są odpowiedzialni za edukację dziecka w sferze płciowości. To rola nie do zastąpienia. W szczególnych okolicznościach może to być jakaś inna osoba, której ufamy. Wykładnią normalności dla życia jest Pismo Święte. Opis zawartych w nim wynaturzeń typu kazirodztwo, homoseksualizm jest ukazany jako efekt skażenia natury ludzkiej przez grzech pierworodny. To św. Jan Paweł II pokazuje, jak strasznym złem, jakim wielkim zniszczeniem w sferze duchowej są świadome i dobrowolne grzechy nieczystości: współżycie przedmałżeńskie, pozamałżeńskie, stosowanie antykoncepcji oraz każde świadome i dobrowolne prowokowanie przyjemności seksualnej przez masturbację, petting, seks oralny, akty homoseksualne, oglądanie pornografii itd. „Cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość serca” – ostrzegał św. Jan Paweł II. Jedną z metod tego działania jest celowe podważanie wartości takiej postawy człowieka, którą określamy cnotą czystości. Do rodziców apelował św. Jan Paweł II: „Strzeżcie wasze rodziny przed pornografią, która dzisiaj pod różnymi postaciami wdziera się w świadomość człowieka, zwłaszcza dzieci i młodzieży. Brońcie czystości obyczajów w waszych ogniskach domowych i społeczeństwie. Wychowanie do czystości jest jednym z wielkich zadań ewangelizacyjnych, jakie stoją obecnie przed nami. Im czystsza będzie rodzina, tym zdrowszy będzie naród”.

Przewiń do góry