KROK 2. On MOŻE

Z ks. prałatem dr Bogusławem Głodowskim (Ks) rozmawia Joanna Winiarska (A);
fragmenty książki: „Rozwiążcie GO i pozwólcie MU chodzić”.

A.: Powiedzieliśmy już, że wspólnoty oparte na duchowym programie Dwunastu Kroków AA mogą pomóc wszystkim ludziom niezależnie od tego, jak pojmują Boga-Siłę Wyższą na danym etapie swojego życia. Czym się różni duchowość od religijności?

Ks.: W każdym człowieku istnieje jego duchowy świat, dzięki któremu żyje! Świat ten kształtowany jest już od dzieciństwa przez przykład rodziców, otoczenia, środowiska, w którym człowiek wzrastał. A każda religijność wywodzi się z duchowości; nawet tę prostą trzeba w człowieku uszanować i pomóc mu ją rozwijać. Ona może doprowadzić go, w którymś momencie, do odkrycia znaczenia duchowości w dojrzałym życiu.

A.: Duchowość, życie duchowe, wzrost duchowy to pojęcia szerokie, dotyczące każdego człowieka, otwartego na tyle, aby uznać istnienie Siły Większej od swojej własnej i szczerze dążyć do prawdy o sobie i Bogu. Św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) pisała, że „Bóg jest prawdą. Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział”.

Ks.: Duchowość to przede wszystkim zrozumienie siebie samego. To odkrycie sensu swojego życia

i powołania. Sensu bycia matką, ojcem, dzieckiem, księdzem, nauczycielem, policjantem, lekarzem. Dlatego rozwój duchowy to szukanie odpowiedzi i troska o własne człowieczeństwo. Kim jestem i jak mam zrealizować swoje powołanie? Życie każdego człowieka jest powołaniem, każde –powtarzał św. Jan Paweł Wielki. Dojrzała duchowość chroni człowieka przed dyktaturą jakiejś części ludzkiej rzeczywistości (popędów, ciała, emocji), jak też przed naciskiem z zewnątrz

(presja środowiska, moda, obyczaje). Nie ma mowy o wolności człowieka bez duchowości.

A.: Czy ludziom religijnym jest łatwiej się zmieniać, czy też łatwiej o przekonanie pt. „jestem w porządku, nie zabijam, nie kradnę, nie jestem jak inni”?

 Ks.: Religijność wymaga ciągłej formacji, wzrastania, żeby człowiek mógł rozwijać się duchowo. Nie wolno się zatrzymać, bo to oznacza cofanie się! Spójrzmy na przykład celnika i faryzeusza (Łk 18, 9-14). Dorosły człowiek może zostać na etapie „paciorka”, a tu potrzebne jest szukanie przewodników, pytanie o drogę. Kościół daje te możliwości rozwoju, współpracy z łaską Pana Boga.

A.: Drugi Krok zachęca do uwierzenia, że Siła Większa niż nasza własna może przywrócić nam zdrowie. Siłą Większą może być grupa, drugi człowiek?

Ks.: Najważniejsze na początek – zaufać komukolwiek. Alkoholicy mówią, że nawet „nodze od stołu”.

Ja, który nie umiem kierować swoim życiem, muszę w końcu komuś zaufać, uwierzyć. Drugi Krok oznacza, że mam wyjść z roli Boga, a stać się tym, kim jestem naprawdę – człowiekiem. Uwierzyć Bogu to dla alkoholika bardzo trudne zadanie. On boi się Pana Boga, bo pamięta, co zrobił, co narozrabiał. Boi się kary, rozliczenia z wszystkich zdrad, pijaństwa, awantur, kradzieży…

A.: Widzimy tak wiele rozbitych rodzin, ludzkich dramatów i tragedii. Małżeństwo, rodzina, przyjaźń – wszystko to miało nam dać szczęście i wolność, a stało się źródłem cierpienia.

Ks.: Na początku wszyscy mamy dobre pomysły i pragnienia. Chcemy być kochani i kochać. Mieć przyjaciół, rodzinę, dzieci. Wiemy, jakiego życia nie chcemy, nie wiemy tylko, JAK to zrobić.

I mimo szczerych chęci często powielamy zachowania własnych rodziców.

A.: Dotyczy to głównie alkoholików i ich rodzin?

Ks.: Nie tylko. I w najlepszej rodzinie coś takiego może się zdarzyć. Myślę, że dotyczy to każdego człowieka, który doświadczył jakiejś toksyczności w dzieciństwie. Nie chodzi tylko o alkohol. To wprawdzie jest najpowszechniejszy, najlepiej poznany problem, ale w miejsce słowa alkohol można wstawić każde inne słowo, inną niedojrzałość, coś, z czym nie dajemy sobie rady, wszystkie nasze zranienia.

A.: Zatem wszyscy mamy kłopoty? Ks. M. Dziewiecki pisze, że „żyjemy jakby na krzywej podłodze nachylonej w niekorzystnym kierunku”.

Ks.: Pan Bóg dał przykazania i mamy według nich żyć. Wiedział, że każdy człowiek jest zagrożony. To skutek grzechu pierworodnego. Jesteśmy zagrożeni tak od zewnątrz, jak od wewnątrz. Tak jak mówił św. Paweł, łatwiej nam wybierać zło, którego nie chcemy, niż dobro, którego szczerze pragniemy. To wymaga od nas ciągłego wysiłku, stanowczości, tu potrzeba Zbawiciela, potrzeba mocy Jezusa, który zwyciężył śmierć, grzech i szatana!

A.: Co alkohol mógłby nam powiedzieć, gdyby umiał mówić?

Ks.: Pytanie jest inne: jeśliby umiał mówić, czy w ogóle bylibyśmy gotowi mu uwierzyć?

Zacytuję tu pewne opowiadanie, które powinno wszystkich przekonać o wielkim niebezpieczeństwie. Z alkoholem, jak z każdym innym uzależnieniem, nie ma żartów: „Przyznać muszę, że byłem i jestem złodziejem w najgorszym – po ludzku sądząc – wydaniu! Kradnę rodzinie najlepszych ojców i synów. Kościołowi najwierniejsze dzieci. Ojczyźnie najzdolniejszych obywateli. Szkole i nauce najtęższe umysły. Rodzinie ludzkiej najlepsze jednostki. A jednak cieszę się dotąd wolnością i mianem najlepszego dobroczyńcy ludzkości, przyjaciela człowieka, towarzysza jego radości i smutków. Ja jestem na świecie największym gangsterem i przywódcą mafii, która codziennie uśmierca miliony, zabierając wszystko. Włamuję się do kieszeni, domów, serc i rodzin. Tylko ja znam klucze do wszystkich zamków, skarbnic i kas. Mój gang nie boi się szubienicy, bo mam w swoim gronie przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, nie wyłączając sprawujących władzę i wymierzających sprawiedliwość. Jestem panem, monarchą, władcą. Mnie służą rządy, stawiając na czołowym miejscu w czasie bankietów i przyjęć. W mojej obecności decyduje się o losach świata, życiu i śmierci, ubija interesy… Moje zdanie w każdej sprawie jest ostateczne. Przy mnie ludzie bawią się, tańczą, płaczą, umierają. Walą się trony jeden po drugim, kurczą się imperia, upadają rządy, tylko moje imperium nie kurczy się i nie upada, choć niesie zagładę. Niszczę wszystko i wszystkich. Piękne dzieci, wspaniałą młodzież przemieniam w zbrodniarzy. Zapełniam nimi szpitale i zakłady poprawcze. Bogatych zamieniam w nędzarzy. Zdrowych w chorych. Mądrych w głupich. Kołyski w trumny. Miasta w cmentarze… Któż mnie nie doświadczył? Któż mnie nie zna? I to dziecko mego przyjaciela pijaka. I ta poniewierana żona. Znają mnie dobrze kapłani, załamując ręce nad owocami wieloletniej pracy. Znają mnie izby wytrzeźwień, sądy, więzienia, ale też szkoły i dyskoteki… Teraz nie muszę się już chyba dłużej przedstawiać? Mam nadzieję, że i wy nie zrazicie się do mnie i tylko u mnie szukać będziecie mocy, szczęścia, tak jak szukają miliony. Że i was nie zabraknie w mojej armii, z którą od lat zdobywam… Piekło!”.

Przewiń do góry