KROK 6. Dojrzewanie-gotowi do zmian

Z ks. prałatem dr Bogusławem Głodowskim (Ks) rozmawia Joanna Winiarska (A);
fragmenty książki: „Rozwiążcie GO i pozwólcie MU chodzić”.

A.: W Kroku Szóstym dojrzewamy do tego, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad i słabości charakteru, które odkryliśmy z pomocą poprzednich Kroków. Wady te stały się częścią naszej osobowości, toteż pozbycie się ich może wydawać się utratą czegoś „mojego”.

Ks.: Tutaj znowu musimy zaufać, że tak naprawdę niczego nie tracimy. To, co boimy się stracić, tak naprawdę blokuje nasz rozwój. Anonimowi Alkoholicy przerobili te Kroki na własnej skórze. Jeśli będziemy zdolni im uwierzyć, oszczędzimy sobie mnóstwo czasu.

A.: Chcielibyśmy osiągnąć pełną dojrzałość i duchową wolność od nałogów, grzechów, wad. Ale jak to osiągnąć?

Ks.: Dojrzewanie dokonuje się w czasie, ma wiele etapów. Alkoholicy mówią: „daj czas czasowi”.

Pan Jezus mówi w Ewangelii św. Marka: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo” (Mk 4,26-34).

A.: Ale zanim pojawi się nowa roślina, ziarno obumiera. Także w nas coś „umiera”. Starego już nie ma, nowego nie widać. Myślę, że tak mogli się czuć Izraelici w Morzu Czerwonym: mur z wód po prawej, mur z wód po lewej, z przodu pustynia, z tyłu wojsko faraona…

Ks.: Podstawą rozwoju, wzrostu duchowego jest zaufanie, bez zrozumienia na początku. Zrozumienie przychodzi później. Na mityng też najpierw przychodzą nogi, potem głowa. Niczego nie da się przyspieszyć. Każdy ma swój czas i swoje tempo, w jakim dojrzewa. Ważne, aby był wytrwały i stanowczy. Postępująca nowoczesność, „globalny liberalizm” i laicyzacja życia próbują eliminować znaczenie i sens wszelkich praktyk religijnych, religijności i duchowości. Psycholodzy dzisiaj z łatwością i naturalnością mówią o popędzie seksualnym i ludzkich pasjach, lecz czerwienią się lub milczą, gdy zaczyna się mówić o pasjach religijnych, o religijności człowieka.

A.: Kiedy zaczynamy pracę nad sobą, żeby żyć lepiej, nieoczekiwanie dochodzą w nas do głosu trudne uczucia: gniew, żal, wstyd, wściekłość, nienawiść – wszystko w rozmiarze XXL. Można się wystraszyć tej naszej „ciemnej strony mocy”. Jak sobie z tym poradzić? Mimo wszystko chcemy myśleć, że nie jesteśmy tacy źli… Dlaczego najpierw wspominamy rzeczy złe, krzywdy, rany, upokorzenia?

Ks.: To są uczucia, które schowaliśmy głęboko, żeby nie bolało. Wyparliśmy je mocno. Wstyd

 i zranienia powodują nasze uczuciowe zamrożenie. Długo z nikim o tym nie rozmawialiśmy, wstyd i strach zamykały nas. Ból spowodował, że zasypaliśmy to piaskiem. Teraz musimy to „odkopać”, zmierzyć się z tym. Uświadamiamy sobie, co straciliśmy. Trudne wspomnienia ożywają, „wychodzą” z nas. Trzeba najpierw zrobić porządek z przeszłością, by móc zacząć dzisiaj żyć lepiej. Trzeba rozliczyć przeszłość, aby zbudować przyszłość. Przyszłość całego człowieka z duszą i ciałem. Wymaga to zajęcia się problemami, które bardzo często dotyczą kompleksów związanych z naszym ciałem, a także odbudowania zdrowej duchowości!

A.: Bagaż przeszłości może być różnego „kalibru”. W dodatku nie wszystko widzimy już na początku. Niektóre sprawy pojawiają się po jakimś czasie pracy nad sobą.

Ks.: To dobrze, że dojrzewamy stopniowo. Zbyt wiele i zbyt szybko mogłoby być niemożliwe do zniesienia. Jeśli chodzi o trudności – ten niechciany bagaż – to jest ich bardzo dużo, ponieważ istnieje wiele odmian domów dysfunkcyjnych.

Dom dysfunkcyjny to taki, w którym:

– trwają długie okresy „cichych” dni między rodzicami;

– są bezustanne napięcia i awantury, wyzwiska i oskarżenia;

– istnieje zasadniczy konflikt wartości, racji, reguł wyznawanych przez rodziców, połączony z wciąganiem w to dzieci;

– nadużywa się alkoholu, narkotyków, stosuje się przemoc;

– dochodzi do rywalizacji postaw rodziców względem siebie lub względem potomstwa;

– „głowa rodziny” (męska lub żeńska), która nie potrafi nawiązać dobrych stosunków z domownikami i wyraźnie ich unika, zrzucając winę na innych;

– panuje surowość, dyktatura w sprawach pieniężnych, religijnych, seksualnych, uczuciowych;

– obowiązuje obsesyjne przestrzeganie zasad życia domowego, życie według grafiku zadań i obowiązków.

Wszystkie dysfunkcje w domu dają ten sam efekt: Wychowane w nim dzieci w mniejszym lub większym stopniu okazują się kalekami! Kalekami w sferze ciała, uczuć i relacji z bliźnimi! Budowanie przyszłości wymaga pomocy i Boskiej, i ludzkiej, najlepiej z kimś, kto się na tym zna, kto zna drogę. Musimy zrobić podobnie, jak ten ewangeliczny dowódca wojska, który usiadł wpierw, żeby obliczyć, czy starczy mu własnych sił, aby stoczyć walkę z nadchodzącym silniejszym wrogiem.

A.: My już wiemy, że własnych sił nam nie wystarczy, że potrzebujemy zwrócić się „po Moc” do Boga i ludzi. Wiele osób jednak nie chce wracać do wspomnień z dzieciństwa, tłumi uczucia. Dlaczego tak jest?

Ks.: Robimy to z obawy, że gdy raz się odezwą, moglibyśmy sobie z nimi nie poradzić. Obawa ta wywodzi się często z tragicznych doświadczeń dzieciństwa. Mimo że jesteśmy dziś dorośli, potrzebujemy oparcia u terapeuty, przyjaciela, Boga w sakramencie pokuty, aby móc ujawnić swe najgłębsze uczucia, mówić o nich bez lęku. Stłumiony gniew może być tak krańcowy, wręcz morderczy, jak dynamit, raniący niewinne, bliskie osoby. Stłumiony płacz jest niszczącą siłą, która rujnuje narządy wewnętrzne, zwłaszcza jelita. Ludzie cierpiący na pewne formy zapalenia jelita grubego płaczą wewnętrznie, gdyż boją się płakać na zewnątrz. Tłumienie uczuć to spychanie ich ze świadomości do podświadomości, ponieważ nie umiemy radzić sobie z jakimś uczuciem, kontrolować go albo wstydzimy się je wyrazić. Trzymanie uczuć w zamknięciu kosztuje wiele energii i wysiłku. Stąd napięcia, zmęczenie, brak równowagi psychicznej, depresja, niekontrolowane wyrażanie uczuć np. po alkoholu; stąd wstyd, zakłopotanie i tym silniejsze ich wypieranie. Ciągłe tłumienie uczuć, żeby nie bolało, to proces ciągłego zamrażania uczuć! To może być początek wielu somatycznych chorób.

A.: Uczuciowość to część naszej osobowości. Zamrożona oznacza niemożność życia w pełni?

Ks.: Wszystkie uczucia – te przyjemne i te trudne – są nam potrzebne. Niestety, trwając wiele lat w toksycznej atmosferze rodzinnej, zamrażamy je wszystkie w komplecie, ubożejąc duchowo, stając się niezdolnymi także do przeżywania radości, miłości, przyjemności, zadowolenia, pokoju, szczęścia. Potrzeba więc czasu, aby móc powrócić do siebie, poznać siebie na nowo, swoją duszę i ciało, ich role w realizacji swojego powołania życiowego. Odważnie dążyć do uznania Bożej prawdy, że jestem stworzony na obraz Boga, że mam prawo do szczęścia, radości, pięknego życia…

A.: Cała ta praca to małe kroczki. Nawroty i powroty. Sztuką jest być cierpliwym dla siebie i innych, szczególnie że najczęściej nie widać efektów, na jakie liczyliśmy na początku, np. mąż, syn nadal pije.

Ks.: Sztuką jest także odkryć sens tej pracy dla siebie, nie dla innych, ale właśnie dla siebie. Tak jak mówi św. Paweł „moc w słabości się doskonali” (2 Kor 1,9). Nasza słabość jest punktem wyjścia do czegoś większego. Na pewno to nie przeszkadza Panu Bogu działać w nas, a nam ciągle szukać pomocy!

Przewiń do góry